Przeniesienie bloga :)

Z okazji 10 000 wejść na bloga „Rozmowy Acappella”, za które Wam – tym wytrwałym jak i tym przypadkowym czytelnikom bardzo dziękuję :)  postanowiłam założyć własną stronę internetową, żeby wciąż się rozwijać i Was zaskakiwać! :) Nowymi wywiadami, nowymi możliwościami oraz nowymi konkursami!

W związku z tym zapraszam Was na stronę rozmowyacappella.pl, która będzie kontynuacją tego bloga, gdzie od tej pory będę umieszczać nowe wpisy :)

Pozdrawiam Klaudia :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Before party – Mam Talent kontra X-factor – Agata Dziarmagowska

Młodość to czas by eksperymentować z muzyką! 

 Odpadła przed odcinkami na żywo w programie „X-factor”, a mimo to nazywana jest zwyciężczynią tegorocznej edycji. Przed zakończeniem programu wydała swój debiutancki singiel, nagrała teledysk, który przekroczył 2 miliony wyświetleń, wystąpiła w programie „Kuba Wojewódzki”. Mowa o 17-latce Agacie Dziarmagowskiej, która zdradziła mi, że jest pewna siebie, nazwała swoich fanów „Kaczorkami”, opowiedziała o zaskoczeniu na gali Eska Music Awards oraz  o eksperymentowaniu z rapem.  

Wydajesz się bardzo pozytywną osobą. Jakimi 3 słowami opisałabyś swoją osobę?

Dzięki, miło mi! Pierwsze słowo to na pewno „nienormalna”, kolejne „pozytywna”. Pomimo gorszych dni, które przytrafiają się każdemu z nas – na scenie staram się być uśmiechnięta.  Nakręcam siebie i swoich znajomych pozytywną energią. Trzecie określenie to „pewność siebie”. Często jest to błędnie mylone z arogancją. Jest mi z tego powodu przykro, ale taka jestem. Staram się nie przejmować negatywnymi komentarzami na temat mojej osoby.  

 Kuba Wojewódzki powiedział Ci po jednym z twoich występów, że będziesz miała wielu hejterów. Czy czytasz komentarze na swój temat? 

 Nie czytam. Czasami komuś z mojej rodziny zdarzy się przeczytać coś negatywnego o mnie. Przejmują się tym. Wchodząc na swój teledysk nigdy nie zjeżdżam poniżej licznika wyświetleń. Gdy mój debiutancki singiel „Mogę wszystko, nic nie muszę” pojawił się w sieci pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. Pomyślałam, że faktycznie piosenka nie spodobała się ludziom. Było mi przykro, gdyż wiele wysiłku włożyłam w jej przygotowanie. Po paru dniach okazało się, że utwór niektórym bardzo się spodobał. To mnie zmotywowało do dalszej pracy. Zależało mi by piosenka była skierowana dla ludzi w moim wieku i opowiadała o mnie.

 

Powiedziałaś, że nie czytasz komentarzy na swój temat. Czyja opinia jest, więc dla Ciebie najważniejsza?  

Zdecydowanie mojej mamy. Wiadomo nie jest zbyt obiektywna, bo jest moją mamą ☺ , ale często zauważa moje błędy. Mówi mi o nich bym je poprawiała i stawała się lepszą wokalistką. Jestem otwarta na konstruktywne uwagi. Jestem świadoma, że dopiero zaczynam swoją przygodę w tej branży. Młodość to czas by eksperymentować z muzyką. Codziennie mogę się uczyć nowych rzeczy.  

 Powiedziałaś, że dużo eksperymentujesz w muzyce. W takim razie, jaka będzie twoja płyta?  

 Płyta będzie odzwierciedleniem moich muzycznych inspiracji. Będę chciała pokazać wszystko, co aktualnie gra mi w duszy. To piosenki, które wybierałam intuicyjnie. Spodobał mi się kawałek, który nagrałam, więc znalazł się na płycie! ☺  

 Na castingu do programu „X-factor” zaśpiewałaś piosenkę Bruno Marsa „Billionaire”. Skąd ten wybór? 

 Wpadłam na pomysł by pójść na casting do programu dzień przed. Nastąpiły jednak małe komplikacje – miałam zapalenie płuc. Nie byłam w stanie mówić, a co dopiero śpiewać. Przed wyjściem na scenę ciągle nawilżałam gardło pijąc wodę, okazało się, że usta ze stresu były coraz bardziej suche. Myślałam, że nie wyduszę z siebie żadnego dźwięku, ale się udało!  

Jeśli chodzi o wybór piosenki, to na dwa miesiące przed castingiem pierwszy raz odważyłam się publicznie zarapować przed znajomymi. Zawsze się tego bałam. Jak usłyszałam od znajomych, że dobrze to brzmi byłam szczęśliwa. Cieszę się, że na castingu zaśpiewałam piosenkę Bruno Marsa, gdyż ma fajny klimat i dobry przekaz. Lubię Bruno Marsa, ale nie mam jego piosenek na IPodzie ☺  

 Wspomniałaś, że próbujesz swoich sił w rapowaniu. Czym różni się dla Ciebie rapowanie od śpiewania? 

 Rapowanie to bardziej mówienie, opowiadanie ludziom pewnej historii. Póki co, nie chce się nazywać raperką, bo dopiero zaczynam swoją przygodę z tym gatunkiem. Zaczynam od śpiewania coverów, ale interpretuję wszystkie piosenki po swojemu. W rapie cenię fakt, że można pokazać siebie.  

 Przygodę z programem „X-factor” zakończyłaś na etapie domów jurorskich w drużynie Ewy Farnej. Jak myślisz, czego Ci zabrakło? 

 Nie wiem czy czegoś zabrakło… W domach jurorskich dziewczyny, które były ze mną w grupie zaprezentowały mocniejszy repertuar i lepsze umiejętności ode mnie. Nigdy nie uczyłam się śpiewać. Do „X-factora” przyszłam z założeniem, że chcę przedstawić ludziom swoją historię. Pomimo że odpadłam jestem zadowolona z tego występu w domach jurorskich. Gdybym nie odpadła z programu, kto wie co działo by się ze mną dalej. „X-factor” miło wspominam, ale teraz  jestem skupiona na własnej twórczości.  

 Nagrałaś teledysk do swojego debiutanckiego „Mogę wszystko, nic nie muszę” , który ma już ponad 2 miliony odsłon na YouTube. Jak długo nad nim pracowałaś? 

 Kręciłam go wraz z cała ekipą 2 dni. Pierwszego dnia nagrywaliśmy sceny w salonie tatuażu Juniorink w Warszawie. Następnego dnia kręciliśmy w Śląskim Wesołym Miasteczku w Chorzowie. To były bardzo pracowite chwile. Pamiętam, że gdy nagrywaliśmy ostatnią scenę, a ja stałam na kwadratowym podeście na szpilkach, co chwilę z braku sił z niego spadałam. Nie wytrzymywałam fizycznie, ale w mojej głowie ciągle były myśli, skupiające się na tym, że nie mogę zawieść współpracowników.  

 Czyli jesteś profesjonalistką w pracy? 

 Staram się być. Gdy wchodzę do studia nigdy nie skupiam się na przerwach. Wykorzystuję każdą chwilę. Szanuję osoby, z którymi współpracuję, staram się spiąć i zrobić to co do mnie należy.  

 Czy zdarzyło Ci się już kiedyś, że spacerowałaś po galerii handlowej a ktoś obok ciebie słuchał Twojego singla?  

 Prawdziwie zaskoczyłam się podczas gali Eska Music Awards gdy podeszło do mnie dwóch chłopaków, którzy grają w zespole z inną polską wokalistką. Podeszli chłopcy słuchający innej muzyki, nagle jeden z nich mówi: „Bardzo podoba mi się twój singiel, mam go na IPodzie”. To było bardzo miłe! Fajnie, że artyści się wspierają. Moim zdaniem środowisko muzyczne powinno być do siebie pozytywnie nastawione, niezależnie czy ktoś gra metal czy rap.  

Szanuję każdego artystę, który tworzy coś własnego. Ludzie, którzy nie mają pojęcia jak wygląda praca muzyków nie wiedzą ile dana osoba poświęciła, by stworzyć coś własnego.



 Kto wierzy w Ciebie najbardziej?  

 Myślę, że jest sporo takich osób. Mam swój fan club „Kaczorki Agaty”. Moja mama w dzieciństwie mówiła do mnie „kaczorku”. Po jednym z odcinków „X-factor” napisałam na swoim fanpage’u podziękowania dla moich fanów za pozytywne opinie i zakończyłam post słowami: „Dzięki kaczory”. Ludzie to podchwycili. Stworzył się fan club. Fan club to w sumie za dużo powiedziane, to strona, na której mogę rozmawiać ze swoimi fanami. Nie ma między nami bariery artysta-fan. Niedawno na zlocie moich fanów w Kielcach wydarzyła się wzruszająca historia. Dwie dziewczyny podeszły do mnie i powiedziały: „Agata, dziękujemy Ci! Poznałyśmy się dzięki Twojemu fan clubowi i dzięki Twoim koncertom”. Lubię, gdy ludzie się jednoczą, a wspólnym mianownikiem jest muzyka.  

 Jacy są Twoi fani? 

 Są bardzo podobni do mnie, bo są zwariowani. Często mnie zaskakują. Raz na zlocie zdarzyło się, że powiedziałam jednej fance, jaki chłopak mi się podoba. Wierzysz, że odnalazła go, bo był osobą medialną i poprosiła by nagrał dla mnie pozdrowienia! Jaka siara! ☺ Naprawdę to zrobiła!  

 Dziękuję za rozmowę!

KONKURS!

Aby wygrać autografy Agaty Dziarmagowskiej podpisane przez wokalistę podczas imprezy „Mam Talent kontra X-factor” zapraszam na fanpage Rozmowy acappella na facebooku!


https://www.
facebook.com/rozmowyacappella

 Rozmawiała Klaudia Ceglarz

Specjalne podziękowania dla Patrycji Prusek

oraz Doroty Pudełko za pomoc przy realizacji wywiadu!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Silesia Fashion Look – Paprocki&Brzozowski

Chcemy aby nasze kreacje ubierały a nie przebierały

Absolwenci Wydziału Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. W 2000 roku wspólnie stworzyli markę odzieżową. Duet projektantów Paprocki&Brzozowski. Podczas Silesia Fashion Look udało mi się porozmawiać z nimi o najnowszej kolekcji, modelu pracy, wymagających klientkach oraz programie „Project Runway”.  

 Paprocki i Brzozowski 2

Czy pamiętacie, kiedy po raz pierwszy usiedliście przed kartką papieru, następnie przed maszyną i zaczęliście tworzyć własne projekty?

 Mariusz Brzozowski: Nigdy nie było tak, że stworzyliśmy projekt, który potem uszyliśmy. Zawsze najpierw upinaliśmy materiał na manekinie. Pierwsze próby tworzenia w moim przypadku nastąpiły, gdy na 18 urodziny otrzymałem od rodziców maszynę do szycia, którą sobie zażyczyłem. Natomiast Marcin zaczął tworzyć już w szkole.

Marcin Paprocki: Przyznaj się, że swoje pierwsze projekty malowałeś na szkolnych ławkach :)

Mariusz Brzozowski: Tak, to prawda. Pierwsze moje projekty powstawały na ławkowych blatach :)

 Czyli kolejni uczniowie mogli podziwiać Twoje projekty?

 Mariusz Brzozowski: Niestety nie, gdyż były szybko zmywane przez Panią Woźną :)

 Dlaczego zdecydowaliście się tworzyć w duecie?

 Marcin Paprocki: Poznaliśmy się na studiach. Dołączyłem do Mariusza, który studiował na Wydziale Tkaniny Ubioru. Ja studiowałem na Grafice. Po roku zdecydowałem się przenieść na Wydział Projektowania ubioru. Wtedy stwierdziliśmy, że raźniej będzie zajmować się modą razem.

Paprocki i Brzozowski 3 Paprocki i Brzozowski 4

 Czego uczycie się od siebie nawzajem?

 Mariusz Brzozowski: Wielu rzeczy, gdyż jesteśmy różnymi osobami. Mamy podobny gust, ale czasami zdarza się, że nie podobają nam się nasze wybory i idziemy wtedy na kompromis. Tego kompromisu nieustannie uczymy się przez 14 lat wspólnej pracy.

 Marcin Paprocki: Można by długo wymieniać. Od Mariusza przez te wszystkie lata przyjaźni i współpracy nauczyłem się determinacji, pracowitości, wytrwałości oraz upartości.  Mariusz jest bardzo uparty, więc chcą nie chcąc też się tego nauczyłem :)

 Pracujecie codziennie czy gdy dopadnie Was wena twórcza?

 Mariusz Brzozowski: Pracujemy codziennie. Zaczynamy pracę o 9, często pracujemy do późnych godzin wieczornych. Wiadomo, że raz jest wena twórcza, raz jej nie ma. Gdy jej nie ma zajmujemy się bardziej prozaicznymi rzeczami w naszej pracy. Natomiast, gdy mamy wenę zamykamy się w pracowni i nikt nie ma prawa nam przeszkadzać, bo ten czas poświęcony jest tylko na naszą pracę.

Ostatnio zaprezentowaliście kolekcję jesień-zima 2014/2015. Jak długo nad nią pracowaliście?

 Marcin Paprocki: Tradycyjnie nad kolekcją pracujemy pół roku. Taki mamy system pracy twórczej. W ciągu roku zawsze chcemy pokazać dwie kolekcje. Kończymy jedną, zaczynamy drugą – i tak już czternaście lat.

Mariusz Brzozowski: Po pokazie aktualnej kolekcji staramy się znaleźć chwilę wytchnienia. Ładujemy akumulatory by pełni energii wrócić do pracy nad kolejną.

scena z: pokaz Paprocki & Brzozowski, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA scena z: pokaz Paprocki & Brzozowski, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA scena z: pokaz Paprocki & Brzozowski, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

 Swoją kolekcję prezentowaliście w samej Operze Narodowej w Warszawie. Jakie jest Wasze wymarzone miejsce do pokazania kolekcji?

 Marcin Paprocki: Lubimy eksperymentować. Niestety na mapie Warszawy gdzie zawsze premierowo pokazujemy kolekcję nie ma nieskończonej ilości miejsc, gdzie można pokazać kolekcję. Jest to coraz trudniejsze ze względu na dużą ilość projektantów a małą ilość miejsc.

Jednak ostatnio spełniliśmy jedno ze swoich największych marzeń. Zorganizowaliśmy pokaz w Operze Narodowej, który marzył nam się od co najmniej 10 lat.

 Mariusz Brzozowski: Chcemy, aby miejsce, które wybieramy na nasz pokaz było oryginalne, by mogło zachwycić i zadziwić. Zazwyczaj nam się to udaje. Mieliśmy już pokaz w cyrku, garażu czy we wspomnianej Operze Narodowej. Istotne jest by nie nudzić naszych odbiorców i osób przychodzących na nasze pokazy.

scena z: pokaz Paprocki & Brzozowski, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA scena z: pokaz Paprocki & Brzozowski, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Wasze kreacje noszą m.in. Reni Jusis, Joanna Koroniewska, ale także osoby anonimowe. Kim są Wasze klientki?

 Marcin Paprocki: Gwiazdy gwiazdami, ale najwięcej kobiet, które zakładają nasze kreacje to kobiety anonimowe. To nie są dla nas zwyczaje klientki, gdyż każdą z nich traktujemy wyjątkowo. Z każdą klientką łapiemy dobry kontakt. Kim są?

To zarówno młode kobiety, które lubią miniówki oraz starsze bizneswoman, które wybierają kostiumy. Są to zazwyczaj kobiety pewne siebie, lubiące eksperymenty, ale nie szalone, ponieważ staramy się by w naszych ubraniach można było chodzić na co dzień.

 Mariusz Brzozowski: Chcemy, aby nasze kreacje ubierały a nie przebierały.

Kasia Zielińska w projekcie Paprocki i Brzozowski Gala Ludzie wolnosci Koroniewska z projektantami

Warto zauważyć, że projektujecie także suknie ślubne. Czy panny młode są bardziej wymagającymi klientkami niż pozostałe panie?

 Mariusz Brzozowski: Są bardziej wymagające, gdyż dzień ślubu jest dla nich najważniejszym dniem w całym życiu. Nie dziwimy się, że panna młoda przykłada do sukni dużą wagę. Doskonale wiemy, że to panna młoda musi czuć się najlepiej w  sukni. Pomagamy spełnić jej marzenie.  Na pierwszym spotkaniu słuchamy wymagań i pomysłów panny młodej. Jeśli jest niezdecydowana staramy się jej podpowiedzieć. Nie zdarzyło się nam by panna młoda nie była zadowolona z naszej współpracy. Zresztą często dostajemy zaproszenia na ślub :) Jest to dla nas bardzo miłe!

 Marcin Paprocki: Słusznie się domyśliłaś, że są to wymagające panie, ale też wyjątkowe klientki. Pamiętajmy, że taka okazja zdarza się na ogół raz w życiu!

 A czy często projektujecie dla siebie?

 Mariusz Brzozowski: W ogóle nie projektujemy dla siebie. Oczywiście przechwycimy jakieś pojedyncze elementy z naszej kolekcji, gdy prezentujemy linię męską, ale nie często się to zdarza.

 Wspieracie młodych projektantów: jesteście jurorami w konkursach dla młodych, dajecie możliwość zaprezentowania się młodym przed waszymi pokazami. A czy często możemy spotkać stażystów w waszej pracowni?

 Marcin Paprocki: Tak, właśnie w tym roku uruchomiliśmy jeszcze większą pracownie nad naszym butikiem. Ze względu na to, że mamy dużą przestrzeń pojawiają się tam stażyści. Zbliża się sezon jesień-zima, więc od października pojawi się w naszej pracowni 5 osób z łódzkiej szkoły.

 Na pewno młodzi ludzie wprowadzą powiew świeżości do waszej pracowni.

Marcin Paprocki: Tak, to na pewno się przyda! Dla nas to wielka korzyść ze względu na świeżość i nowe pomysły, a miejmy nadzieję dla młodych ludzi jest to szansa na zdobycie doświadczenia i naukę od starszych kolegów.

 Jeśli mowa o młodych projektantach. Czy oglądaliście 1 polską edycję „Project Runway”, mieliście swojego faworyta?

 Mariusz Brzozowski: Oglądaliśmy. Oczywiście już na samym początku można było zauważyć osoby, które wykazują się talentem i determinacją. Nie kibicowaliśmy jednej, konkretnej osobie. Kibicowaliśmy ludziom, którzy są wytrwali i chcą spełniać swoje marzenia.

Sami wzięliśmy udział w jednym odcinku programu, cieszymy się gdyż w naszym odcinku, jako jedynym nikt nie odpadł, więc to było przyjemne!  Faktycznie „Project Runway” daje szanse młodym projektantom.

 Marcin Paprocki: Naszym zdaniem finałowa trójka: Liliana, Maciej i Kuba, która była w finale zasłużyła, by się tam znaleźć! Była wyjątkowa! Wiadomo, że wynik to kwestia przypadku, gustu.

Paprocki i Brzozowski 7

 Zwycięzca „Project Runway” wygrał pieniądze na stworzenie własnej kolekcji. Filmowcy dążą do Oskarów, muzycy do Grammy. A do czego Wy dążycie?

 Mariusz Brzozowski: Do tego aby wciąż i wciąż ubierać kobiety, powodować ,że wyglądają piękne i są szczęśliwe w naszych kreacjach.

 Marcin Paprocki: Najważniejsze to lubić to co się robi. Przez 14 lat pomimo tego, że często przychodzą kryzys, brak weny to wciąż kochamy to co robimy. Cieszymy się, że nasza praca jest naszą pasją :)

 Tego dalej Wam życzę!

Na koniec chciałabym byście wymienili jedno hasło, które kojarzy Wam się z modą następujących miast.

Ny

 Nowy York:

Marcin Paprocki: Eklektyczny

Mariusz Brzozowski: Chłodny

Paris

 Paryż

Marcin Paprocki: Romantyczny, ale zarazem sexy

Mariusz Brzozowski: Nonszalancki

 Mediolan

Mediolan:

Marcin Paprocki: Zmysłowy i elegancki

Mariusz Brzozowski: Szykowny

 london

Londyn:

Marcin Paprocki: Nowoczesny oraz młody

Mariusz Brzozowski: Ekstrawagancki

Fotolia_41834806_Subscription_XXL

Warszawa:

Marcin Paprocki: Bystra, szybko czerpie inspiracje z wewnątrz.  

Mariusz Brzozowski: Świeża.


Dziękuję za rozmowę!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 Paprocki i Brzozowski 5

Pokaz Paprocki&Brzozowski

Rozmawiała Klaudia Ceglarz

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

„Mam Talent kontra X-factor”

Trzeba przyjąć cios, żeby oddać jeszcze mocniej! :)

Nowo otwartym stadionem pochwaliło się nam miasto Lublin, który był miejscem emocjonującej bitwy pomiędzy uczestnikami programów stacji TVN. Po jednej stronie ringu stanęła ze swoją drużyną jurorka „Mam Talent” – Agnieszka Chylińska. Po przeciwnej stronie w ognistej kreacji wkroczyła do gry Tatiana Okupnik z finalistami „X-factor”.

 

Artyści otworzyli show w rytmie piosenki Sheppard pt.”Geronimo”. Numer już został okrzyknięty hitem tej jesieni! Następnie prezydent miasta Lublin przywitał wszystkich zebranych i oficjalnie otworzył stadion przy widoku spadających na publiczność serpentyn i konfetti.

Pierwsza bitwa była damsko-męska. Marta Podulka vs Grzegorz Hyży. Grzegorz wraz z zespołem zachwycił damską część publiczności wykonaniem „Na chwilę” oraz „Wstaję”. Następnie Marta oddała cios i zaprezentowała „Nieodkryty Ląd” oraz „Nie przeszkadzać”. Prawdziwy pojedynek piosenek znajdujących się na szczytach list przebojów.

  

Piotr Karpienia w piosence „Sex on fire” grupy Kings of Leon zawyżył poprzeczkę drużynie “X-factor”. Wyzwanie podjęli nieposkromieni Trzynasta w samo południe śpiewając swój energetyczny numer „Hell Yeah”.

Po tym występnie Agnieszka Chylińska sięgnęła po środki najwyższej gotowości. Takiego duetu jeszcze nie było! Wystawiła do bitwy Marcina Wyrostka – zwycięzcą II edycji programu „Mam Talent” w duecie z finalistką tego programu – Anią Dudek. Wspólne wykonanie coveru „We found love” zebrało głośne oklaski.

 

Przed prawdziwym nokautem drużynę „X-factor” mogła obronić tylko jedna wokalistka.  Widzowie usłyszeli piosenki Eweliny Lisowskiej – „W stronę słońca” oraz premierowo, utrzymanym w letnim klimacie utwór „Na obcy ląd”.

 

Pomimo, że gwiazdy postawiły w bitwie na zasady fair play rywalizacja wkroczyła na kolejny szczebel. Klaudia Gawor w towarzystwie tancerzy z grupy Volt pod dowództwem Agustina Egurolli rozpaliła parkiet. Zdradziła również, że pracuje nad swoją debiutancką płytą, która pokaże jej drugie oblicze. My Myself And I jak zwykle zaskoczyło aranżacją utworu a zespół The Chance postawił na klasykę śpiewając „It’s Raining Men”.  Osiemnastotysięczna publiczność wsparła zespół swoimi pięknymi wokalami. Duża publiczność cieszyła nie tylko artystów, ale ważna była dla organizatorów, gdyż część dochodu  ze sprzedaży biletów została przekazana Fundacji TVN na rzecz Kliniki Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej – Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.

 

Tuż przed ogłoszeniem wyników bitwy na scenie pojawiła się szefowa drużyny „Mam Talent”. Agnieszka śpiewała „Nie mogę Cię zapomnieć”- tak i tego występu na pewno nie będzie można długo zapomnieć. Agnieszka to prawdziwy wulkan energii.

 Na ogłoszenie wyników z niecierpliwością czekali uczestnicy show, ich trenerki oraz publiczność zebrana na Arenie Lublin. Tuż przed godziną 19 dzięki decyzji widzów wygrała drużyna …. MAM TALENT. Pozostaje nam czekać na rewanż i oczekiwać na kolejną dawkę dobrej muzyki!

 

Po oficjalnej części bitwy, która transmitowana była na antenie TVN widzowie zebrani na Arenie Lublin mieli okazję posłuchać koncertów takich gwiazd jak Agnieszka Chylińska, Grzegorz Hyży, Ewelina Lisowska oraz Artem Furman – zwycięzca ostatniej edycji „X-factor”. Publiczność bawiła się do późnych godzin wieczornych. Na brak dobrej muzyki nie mogli narzekać.

 

Ps. Pomimo dostania akredytacji prasowej nie udało mi się przeprowadzić wywiadów z gwiazdami imprezy ze względu na ich dużą zajętość przy powstawaniu tego show.

Spróbowałam natomiast swoich sił jako fotograf, zostałam rzucona na głęboką wodę przy wykonywaniu relacji z „czerwonego dywanu” gwiazdom imprezy. Zapraszam na relację!

Agnieszka Chylińska


Tatiana Okupnik

Grzegorz Hyży z zespołem

Grzegorz Hyży

Trzynasta w samo południe

Klaudia Gawor

Marcin Wyrostek

The Chance

Ewelina Lisowska

Piotr Karpienia

Marta Podulka

Anna Dudek

Klaudia Ceglarz

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

B FESTIVAL cz.II – Cała Góra Barwinków

Granie reggae w Polsce to ciągła walka

„To właśnie my rozbujamy to miasto!” to motto zespołu Cała Góra Barwinków. Nic dziwnego. Zespół grając swoje przeboje „Agro”, „24 godziny” czy „Zmień ton” potrafi rozruszać wszystkich leniuchów! Kuba Kaczmarek –  wokalista zespołu porozmawiał ze mną podczas B Festiwalu. Dowiedziałam się kto odpowiada za nazwę zespołu, jaki cel miał zespół próbując swoich sił w programie „X-Factor” oraz tego skąd zespół czerpie energię.

 Cała Góra Barwinków casting X-FACTOR

Co jaki czas statystycznie ludzie przekręcają nazwę Waszego zespołu?
To jest plaga, standardowa procedura. Często ludzie, którzy słuchają nas kilka lat dziwią się, że jesteśmy „Barwinkami” a nie „Barwnikami”. Wolimy być „Barwinkami” ale jeśli ktoś nazywa nas „Barwnikami” nie obrazimy się :) Na szczęście nie istnieje zespół „Cała Góra Barwników”, więc jeśli ktoś mówi o takim zespole wiadomo, że chodzi o nas :) Wywołuje to zawsze uśmiech na naszej twarzy!

 Mało kto wie, że nazwa zespołu pochodzi od tomiku wierszy Jerzego Harasimowicza. Kto jest poetą w waszym zespole, kto wybrał nazwę dla zespołu?

Muszę przyznać, że to ja jestem odpowiedzialny za nazwę. Ja stworzyłem nazwę, tworzę teksty naszych utworów ale poetą nie mogę się nazwać :)

Wasz zespół istnieje już od wielu lat. Czy pamiętasz ile czasu upłynęło od Waszej pierwszej próby do zagrania pierwszego koncertu?

Myślę, że trwało to pół roku. Na pierwszym koncercie zagraliśmy aż 7 piosenek, w tym 2 covery. Paradoksem jest, że obecnie w swoim repertuarze mamy chyba z 20 coverów :) W ciągu tych wszystkich lat na scenie mamy za sobą 3 zmiany składu zespołu. Dzięki temu rozwijał się cały zespół.

Czy zespoły reggae w Polsce muszą dziś walczyć o spełnianie swoich marzeń – wydawanie płyt, granie koncertów, utrzymanie się w branży muzycznej?

Tak, ciągle! Rynek muzyczny rządzi się swoimi prawami, których nikt jeszcze nie opracował. Granie reggae w Polsce to ciągła walka. Przyznam, że po wydaniu naszej drugiej płyty „24 godziny” nastąpił wielki boom na nasz zespół. Publiczność zapełniała sale koncertowe, płyta dobrze się sprzedawała. Następnie zaniedbaliśmy jeden rok, jeden sezon koncertowy i okazało się, że musimy zaczynać wszystko od początku.

Cała Góra Barwinków B-FESTIVAL  2 źródło facebook Cała Góra Barwinków B-FESTIVAL  źródło facebook

 Czy dlatego zdecydowaliście się na udział w programie „X-Factor”? Chcieliście przypomnieć o swoim zespole?

Wydane płyty, granie koncertów nie przekładało się na większą karierę muzyczną w naszym przypadku. Telewizja to zupełnie inny świat.

Oczywiście wiedzieliśmy, że program „X-Factor” ma dużą oglądalność, była to wielka zaleta, ale do programu poszliśmy przede wszystkim z czystej ciekawości. Jako zespół, który wydał już płyty wiedzieliśmy, że nie musimy nic nikomu udowadniać. Naszym celem była dobra zabawa. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego. Udało się nam!

 Cała Góra Barwinków PROGRAM X-FACTOR Cała Góra Barwinków X-FACTOR

Na castingu do programu porwaliście wszystkich w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu do wspólnej zabawy. Na koncertach przekazujecie jedną wielką energię. A skąd Wy czerpiecie energię?

Sex, drugs and rock&roll! Do tego woda pitna i kolumbijskie narkotyki :) Oczywiście żartuję! Energię czerpiemy z grania dla ludzi, którzy tak jak my mają pozytywne nastawienie do muzyki ska i reggae!

 W „X-Factor” przerobiliście na reggae utwory Shakiry, Bruno Marsa, Andrzeja Zauchy. Który z utworów, który dostaliście do zaśpiewania był dla Was największym wyzwaniem?

Najtrudniejszy był pierwszy odcinek na żywo, kiedy śpiewaliśmy utwór „Locked Out Of Heaven”. Towarzyszył nam wielki stres. Telewizja była dla nas obcym lądem. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać po produkcji, publiczności, jurorach. Po tym odcinku nastąpił luz, gdyż jak wspominałem nie musieliśmy nikomu nic udowadniać. Bawiliśmy się występami w tym programie!

Wiele osób uważa, że utwór Shakiry i Rihanny musiał być dla nas najtrudniejszy. A właśnie praca nad tym kawałkiem była dla nas najprostsza! Piosenka „Can’t Remember to Forget You” sama w sobie ma wiele elementów ska. Dodatkowo Tokyo Ska Paradise Orchestra wykonała remix tej piosenki, więc zadanie mieliśmy ułatwione.

 <Przypis> Wspomniany remix piosenki „Can’t Remember to Forget You w wykonaniu Tokyo Ska Paradise Orchestra

Gracie koncerty jeżdżąc po całej Polsce. Zastanawiam się czy widzicie różnicę między graniem koncertów np. na dniach miast, gdzie publiczność jest bardziej różnorodna a graniem koncertów na festiwalach reggae?

Oczywiście, widzimy tą różnicę! Cieszymy się, gdy uda nam się poderwać ludzi spod parasoli jedzących kiełbasy i popijających piwo, ale osobiście przyznam, że wolę grać na festiwalach. Publiczność na nich wie po co przyszła na nasz koncert. Taka publiczność od początku do końca nastawiona jest na dobrą zabawę. Jest interakcja między nami a publicznością. To lubię!

<Przypis> Cała Góra Barwinków podczas Ostróda Reggae Festiwal 2014

W show biznesie ciężko podobno o przyjaźń. Czy w dziedzinie reggae jest inaczej? Macie jakieś zaprzyjaźnione zespoły?

Rynek reggae jest dość mały w Polsce, więc większość zespołów kojarzymy nawet jeśli nie są to nasi znajomi, kumple. Oczywiście naszymi zaprzyjaźnionymi zespołami, z którymi po wspólnych koncertach imprezujemy są zespoły: Tabu, Dubska i Habakuk. Szczerze Wam je polecam – Kuba Kaczmarek! :)

Dziękuję za rozmowę!

Kuba Kaczmarczyk i ja

CGB 2

CGB X-FACTOR

 Rozmawiała Klaudia Ceglarz.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

B FESTIVAL cz.I – Akurat

Koncert to dla mnie spotkanie w kosmosie dwóch komet

 Poezja ska-kana z Bielska-Białej. Autorzy „Lubię mówić z Tobą”, „Do prostego człowieka” czy „Dyskoteka Gra”. Cechą charakterystyczną tekstów ich piosenek jest zabawa słowami. Z wokalistami Wróblem i Yellowem rozmawiałam o popularności ich utworu w Korei, o byciu buntownikami oraz o zmniejszającej się ilości osób na koncertach w Polsce. Rozmowę udało mi się przeprowadzić podczas B FESTIVALU w Brzeszczach.

 Akurat sesja zdjęciowa aut. Anna Bodnar

Zespół Akurat jest autorem kilku protest songów. Czy jesteście buntownikami?

Wróbel: Po części na pewno jesteśmy buntownikami. Mamy wrażliwe dusze, jeśli coś nas uwiera, nie zgadzamy się z czymś to opisujemy to w naszych piosenkach. Był taki okres w naszej twórczości, że piosenki o tematyce społecznej powstawały na pęczki. Następnie nastał czas, gdy powstawało więcej utworów o naszych wewnętrznych przeżyciach.  Tematyka naszych utworów zależy od tego, co w danym czasie przeżywamy.

Yellow: Dodatkowo, tworząc muzykę w Polsce trzeba być buntownikiem. Nie jest to łatwe zajęcie!

 Czy zdarzyło się Wam kiedyś bawić na dyskotece w rytm Waszego utworu „Dyskoteka gra”?

Yellow: Szczerze mówiąc – wiele razy! Często na nie trafiamy, gdyż grają nas polskie zespoły weselne. Oczywiście jest to dla nas bardzo miłe, ale…

Już was to nie dziwi?

Wróbel: W Polsce już nas to nie zaskakuje. Natomiast wielkim zaskoczeniem był moment, gdy w Korei jeden zespół zaczął grać nasz utwór. Kopara nam opadła! :)

 A czy słuchacie coverów waszych utworów na YouTubie?

Wróbel: Sporadycznie. Zdarza nam się odsłuchiwać takie covery, ale nie mamy na to zbyt wiele czasu.

 Wasz zespół istnieje już od wielu lat. Czego nauczyła Was praca w zespole?

Wróbel: Granie w zespole nauczyło mnie jak ważna jest komunikacja między ludźmi i wyjaśnianie wszystkich niejasności jak najszybciej.

Yellow: Osobiście nauczyłem się współpracy między ludźmi. Dogadanie się wszystkich członków zespołu wcale nie jest takie łatwe.

Akurat zdjęcie główne

 Na waszych koncertach gracie utwory Jacka Kleyyfa, wiersz Tuwima. Czy lubicie wyzwania na scenie?

Yellow: Jak najbardziej! Każdy koncert to dla nas wyzwanie. Jeśli publiczność odbija naszą energię to zespół to podłapuje. Przypomina to grę w ping-ponga. Zamiast piłki odbija się pozytywną energię!

 Co czujecie, gdy publiczność na koncertach „Lubi mówić z Wami”?

Yellow: Radość!

Wróbel: Pustkę :) Żartuję oczywiście.

Yellow: Najpiękniejsze przy tworzeniu muzyki jest właśnie fakt, że na koncertach publiczność dołącza do nas i śpiewa z nami nasze utwory.

<Przypis> Wersja koncertowa utworu „Lubię mówić z Tobą”



Tekst utworu „Do prostego człowieka” to wiersz Juliana Tuwima. Dla wielu młodych ludzi wiersze w szkole to katorga. Czy uważacie, że dzięki wykorzystaniu wierszy w piosence łatwiej dotrzeć do młodych ludzi w dzisiejszych czasach?

Yellow: Przy tworzeniu muzyki nigdy nie stawialiśmy sobie dydaktycznych celów. Muzyka zawsze łagodzi dostępność do przekazu. Jeśli muzyka jest odpowiednia łatwiej dociera do ludzi przekaz autora. Jeśli ktoś postawi sobie za cel edukowanie, na pewno muzyka mu w tym pomoże.

 Utwory Akurat są pełne emocji, przekazujecie ważne wartości. Na wasze koncerty przychodzi wiele młodych ludzi. Czy czujecie się za nich odpowiedzialni?

Wróbel: Nie czujemy odpowiedzialności. Koncert to dla mnie spotkanie w kosmosie dwóch komet. Jedną jesteśmy my – zespół, a drugą publiczność. W naszym życiu nastąpił moment, gdy zdecydowaliśmy, że chcemy naszą muzyką dzielić się z innymi. Gramy dużo koncertów. Dziś los zaprowadził nas do Brzeszcz, gdzie gramy koncert. Przyjechaliśmy tutaj z różnych powodów, różnych okoliczności, które nastąpiły. Natomiast publiczność z jeszcze innych powodów przyszła na nasz koncert.

 Yellow: Młodzi ludzie przychodzą na nasze koncerty z własnej woli, to ich decyzja.

Każdy z nich może zrozumieć naszą muzykę dowolnie. W zależności od nastroju, sytuacji w życiu. Czujemy się odpowiedzialni za to, na co mamy wpływ. Za koncerty i za płyty, które tworzymy.

Akurat Juwenalia

 Zagraliście przez wszystkie lata waszej działalności wiele koncertów. Jak zmienia się koncertowa publiczność?

Yellow: Zauważamy, że coraz mniej osób przychodzi na koncerty. Obecnie ludzie wolą pójść do supermarketu czy do galerii handlowej. Później przychodzą do domu, włączają komputer i spędzają wiele godzin na portalach społecznościowych.

 Wróbel: Kiedyś było tak, że pojawienie się na koncercie tworzyło wspólnotę między ludźmi. Koncerty były wyznacznikiem. Jeśli jestem w tym samym miejscu co ty -oznacza to, że mamy tą samą pasję, coś nas łączy. Dzięki koncertom ludzie poznawali znajomych, płeć przeciwną.  Teraz wyznacznikiem dla ludzi jest Facebook. Nie muszą przyjść na koncert by się poznać.

Akurat źródło facebook

 Yellow: Kiedyś subkultury związane z muzyką były bardziej widoczne. Teraz zamieniły się w kolejną subkulturę, nazwę ją potocznie „subkulturą ludzi klikającaych na fejsie”.

 Uważacie, że ludzie bezmyślnie spędzają czas na portalach społecznościowych?

Wróbel: W nawiązaniu do ostatniej akcji Ice Bucket Challenge” uważam, że tak. Wielu ludzi podjęło wyzwanie, ciekawe ilu z nich wie o co chodzi.  

 Ludzie zapomnieli, że chodzi o wsparcie fundacji charytatywnych a nie o oblewanie się wodą i stworzenie filmiku, który zlajkuje wiele osób i zdobędzie popularność.

Wróbel: Dokładnie! Ktoś mnie nominował, obleję się wodą… bezmyślność. Denerwuje nas to, ale nie mamy na to wpływu, więc nie będziemy nad tym rozpaczać.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Akurat logo

 Akurat sesja zdjęciowa 2 aut. Anna Bodnar

Rozmawiała Klaudia Ceglarz

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bestsellery cz. I – Luca Spaghetti

Ty naprawdę istniejesz?

LUCA SPAGHETTI. To naprawdę jego nazwisko :) Urodzony w 1970 roku w Rzymie.  Przyjaciel autorki światowego bestsellera „Jedz, módl się, kochaj”. Autor książki „Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie„.  O zaskakującym e-mailu od przyjaciela, przyjaźni z Elizabeth Gilbert, o Rzymie, reakcji na książkę „Jedz, módl się, kochaj” rozmawiałam  z Lucą Spaghetti.

Luca Spaghetti Un Amico Italiano Eat Pray Love Rome links

W 2003 roku dostałeś e-mail od kolegi, który przekazał ci wiadomość, że jego znajoma przyjeżdża do Rzymu. Pisarka – Elizabeth Gilbert. Znajomy dał jej namiar na Ciebie byś pomógł jej zaaklimatyzować się w Rzymie. Czy ten e-mail wzbudził w Tobie jakieś zainteresowanie?

 Na początku byłem przerażony. Miałem dzielić swój wolny czas z pisarką. Pomyślałem, że może okazać się nudna i zbyt wyniosła. Innymi słowy wyglądało to tak, jakby los zdecydował się wysłać do mnie moją osobistą  Jessicę Fletcher (przyp. nazywana „Najmądrzejszym Detektywem TV”) Szczęśliwie się myliłem.

 Kiedy się dowiedziałeś, że Elizabeth Gilbert, twoja przyjaciółka opisała Cię w książce „Jedz, módl się, kochaj”? Byłeś zaskoczony?

 Byłem w totalnym szoku. Wiedziałem, że zamierza opisać swoją historię, ale nie wiedziałem, że będę jej częścią. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem swoje imię i nazwisko w książce dostałem zawału serca.

Elizabeth Gilbert książka

Elizabeth Gilbert – autorka książki „Jedz, módl się, kochaj”.

 Zarówno ty jak i Elizabeth opisaliście w waszych książkach swoją przyjaźń. Jakie są fundamenty waszej przyjaźni?

 Mamy podobne poczucie humoru i …… uwielbiamy jeść! Przeznaczenie chciało, żebyśmy się spotkali w idealnym czasie. Prawdopodobnie oboje silnie i głęboko chronimy swoją przyjaźń.

Dla Włochów jedzenie a w szczególności makaron ma wielkie znaczenie. Ludzie kojarzą spaghetti niemalże jako symbol Włoch. Jesteś dumny ze swojego nazwiska?

 Jestem bardzo dumny! Dopiero gdy dojrzałem zdałem sobie z tego sprawę. Jako dziecko nie było mi lekko z takim nazwiskiem. Koledzy potrafili dokuczać z tego powodu.

<Przypis> Scena z filmu „Jedz, módl się, kochaj”, gdy Elizabeth odkrywa piękno włoskiej kuchni.



 W twojej książce opisujesz różne historie związane z twoim nazwiskiem. Powiedziałeś, że chciałbyś sprawdzić czy w Ameryce mieszka John Hamburger lub w Grecji Nicos Thatziki, udało ci się to sprawdzić?

 Nie próbowałem, ale byłby to świetny plan. Może zaplanujemy razem międzynarodowy „Szczyt Jedzenia” w Polsce i się tego dowiemy! :)

 Czy ludzie często pytają się czy to ty jesteś TYM Lucą Spaghetti po sukcesie książki Elizabeth Gilbert?

Tak, każdego dnia. Najczęściej zadawane pytanie to:  “Ty naprawdę istniejesz?” :) Większość ludzi uważa, że jestem wymyśloną przez Liz postacią.

 Jaki był powód napisania twojej książki – „Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie”?

Kochałem opowiadać ludziom o fenomenie „Jedz, módl się, kochaj” moimi oczami. Moja opowieść to historia zwyczajnego chłopaka z nadzwyczajnym nazwiskiem, który urodził się i dorastał w najpiękniejszym mieście na świecie. O tym jak przyjaźń i książka „Jedz, módl się, kochaj” wpłynęła na jego życie. To książka o codziennym życiu Rzymianina w Rzymie, o historii, jedzeniu, piłce nożnej i muzyce. O tym jak te czynniki wpłynęły na jego życie. Co więcej to historia o cudownej przyjaźni. Napisałem ją by pokazać jak niesamowite, zaskakujące i piękne potrafi być życie.

Luca Spaghetti Un Amico Italiano Eat Pray Love Rome American Book Cover Masz przyjaciela okładka

 Co czułeś  gdy zobaczyłeś swoją postać na ekranie? Spodobał Ci się film „Jedz, módl się, kochaj?

 Czułem się bardziej komfortowo, gdy widziałem swoją postać na ekranie, niż gdy spotkałem grającego mnie aktora na planie filmu. Żywego, mówiącego do mnie „Cześć, gram Ciebie!” :) Pozytywnie się zaskoczyłem. Teraz ja i aktor mnie grający (Giuseppe Gandini) jesteśmy przyjaciółmi.

  Nie jestem przekonany czy lubię film „Jedz, módl się, kochaj”, ponieważ jest całkiem inny od książki i prawdziwego życia, ale czuję, że to część mnie i jestem w ten film totalnie zaangażowany.

<Przypis> W filmiku pan pod ostrzałem fryzjera :) w okularach to  Giuseppe Gandini grający Lucę Spaghetti w scenie z filmu „Jedz, módl się, kochaj”.



 W swojej książce piszesz: “Jeśli przez przypadek urodzisz się we Włoszech, szczególnie w Rzymie, w pewnym okresie swojego życia poczujesz że nie byłoby dla Ciebie tym samym urodzić się w Chile lub Indiach.” Jakie wartości chciałeś dzięki temu przekazać?

 To była metafora za pomocą, której, chciałem ukazać piękno Rzymu. Nie mam nic przeciwko Chile czy Indiom. Czasami Rzymianie zapominają o ich mieście i myślą, że Koloseum to tylko skała pomiędzy światłami drogowymi. Lecz jeśli zatrzymają się na 2 minuty przypominają sobie, jakie piękno ich otacza.

 Dwa rozdziały w Twojej książce zatytułowane są “Rzymianin w Ameryce” i “Amerykanka w Rzymie”. Jaka jest różnica między Amerykanami a Włochami?

Jest wiele różnic: w historii naszych krajów, w kulturze, w sposobie życia. Różnice te zawsze starałem się traktować jak motywację do zmian w swoim życiu.  Moja przyjaźń z Liz jest idealnym przykładem na to, jak różnice mogą stworzyć niesamowity mix.

Luca and Elizabeth Luca Spaghetti

Na zdjęciu: Luca Spaghetti z Elizabeth Gilbert oraz Luca ze swoją autorską książką.

W książce „Jedz, módl się i kochaj” Elizabeth wybiera swoje ulubione włoskie słowo. A jakie jest twoje ulubione słowo?

Zapewne “Grazie”. To delikatne i miłe słowo. Kiedy mówisz “Grazie” świadczy to o tym, że coś dobrego Ci się przytrafiło.

Twoja książka „Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie” przepełniona jest pozytywną energią, spontanicznością i otwartością. Dla kogo zaadresowana jest ta książka?

 Mam nadzieję, że nie ma sztywnego przedziału osób dla których jest przeznaczona.  Liczę, że czytelnicy, którzy sięgną po tą książkę będą mogli zapomnieć na chwilę o swoich codziennych problemach. Wtedy będę najszczęśliwszym facetem na świecie!

W Rzymie byłeś przewodnikiem Elizabeth Gilbert. Jakie miejsca mógłbyś polecić nam w Rzymie?

Oczywiście Plac św. Piotra, Koloseum i mnie :) Oczywiście żartuję! Zamiast mnie polecam spacer po Zatybrzu, wzdłuż rzeki. Następnie przejście po Via Appia Antica. Pozwólcie ponieść się swoim nogom i oddychajcie włoskim powietrzem.

 Na koniec Luca Spaghetti chciałby pozdrowić Was wszystkich – czytelników mojego bloga z Rzymu! :)



  Rozmawiała Klaudia Ceglarz.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

ESKAlator cz. II – Grzegorz Hyży

Nie wygrałem programu „X – Factor”, ale udało mi się zrealizować swoje założenia

Artysta podbijający serca słuchaczy szczerą, przepełnioną emocjami płytą „Z całych sił”. Autor takich hitów jak „Na chwilę” czy „Wstaję”. Finalista trzeciej edycji programu „X-factor”. Grzegorz Hyży zdradził mi gdzie stawiał swoje pierwsze muzyczne kroki, jakie cele zrealizował w programie „X-factor” oraz wyjawił swoje podekscytowanie nominacjami do nagród Eska Music Awards.

Grzegorz Hyży X-factor 3

 Zadebiutowałeś w wieku 27 lat, ale muzyka towarzyszyła Ci już od wielu lat. Opowiesz nam o swoich pierwszych krokach w dziedzinie muzyki?

Muzyka w moim życiu była obecna od najmłodszych lat, gdyż moja rodzina jest uzdolniona artystycznie. Muzyka na żywo towarzyszyła każdej rodzinnej imprezie. Imieniny, urodziny, święta. Gdy miałem 23 lata nastąpił przełomowy moment. Wskoczyłem na scenę na jam session. Tej samej nocy poznałem muzyków pierwszej formacji muzycznej, którą założyłem.  Pierwsze kompozycje stworzyliśmy w przeciągu kilku miesięcy – nagraliśmy EPK-ę z pięcioma utworami, wraz z którymi zadebiutowaliśmy w klubie Blue Note w Poznaniu. Tak to się zaczęło kręcić!

Grzegorz Hyży Blue Note Poznań

Grzegorz Hyży w klubie Blue Note w Poznaniu

Później nastąpił etap „X-factora”. Jakie miałeś oczekiwania względem tego programu?

 „X-factor” był momentem, w którym doskonale wiedziałem, że chce by muzyka była częścią mojego życia, by była sposobem zarabiania na życie. Wraz z zespołem, z którym grałem zebraliśmy w lokalnej społeczności grono fanów. Już od 2 edycji programu byłem namawiany przez znajomych, przyjaciół, fanów by spróbować sił w jakimś talent show.

  Z premedytacją wybrałem „X-factor”, gdyż jednym z moich trzech założeń udziału w takim programie było dotarcie do najszerszego grona odbiorców. Na tamten czas „X-factor” dawał mi taką możliwość, bo miał o ponad milion większą oglądalność niż inne tego typu programy.

 Moim drugim założeniem było pokazanie się wytwórnią płytowym, które mogłyby wykazać chęć współpracy ze mną.

Trzecim celem była nadzieja na wygraną, czyli na nagranie płyty. „X-factor” nie był dla mnie niewiadomą, gdyż od początku traktowałem go, jako narzędzie do realizacji celów, które sobie wcześniej założyłem. Nie wygrałem programu, ale udało mi się zrealizować wszystkie swoje założenia.

Grzegorz Hyży X-factor

Wiele osób idzie do programu typu talent show bez żadnego planu na siebie. Po zakończeniu programu publiczność o nich zapomina.

Dokładnie! Ludzie przychodzą bez planu na siebie, bez pomysłu na to, co chcą tworzyć, bez autorskiej muzyki. Oczywiście, dla młodych osób, które są gotowe by stać się materiałem, z którego wytwórnia stworzy gwiazdę jest to jakiś pomysł. Osobiście nie chciałem stać się taką osobą. Dokładnie wiedziałem, jaką muzykę chce tworzyć po programie. „Modliłem się” o to by przy tworzeniu pierwszej płycie pójść na jak mniej kompromisów.

 W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „X-factor” rozpoczyna się od popularności. Czy po programie miałeś poczucie, że musisz udowodnić swoimi dokonaniami muzycznymi coś swoim fanom?

Nie. Jestem osobą, która nie robi nic po to by coś udowadniać. Jestem sobą, robię to, co lubię, co kocham. Mam nadzieję, że przez szczerość, którą wkładam w muzykę zyskuję szacunek słuchaczy.

 Płytę „Z całych sił” nagrałeś wraz z Tabbem. Jak długo nad nią pracowaliście?

 Praktycznie zaraz po zakończeniu „X-factora” rzuciliśmy się w wir pracy. Przez 2/3 miesiące negocjowałem umowę z wytwórnią płytową. Następnie po spotkaniu z Tabbem od razu przystąpiliśmy do pracy nad moją pierwszą autorską płytą.

Grzegorz Hyży i Taab

 Płyta okazała się bardzo różnorodna. W jakim stopniu płyta pozwala fanom na poznanie Twojej osoby?

 Płyta jest bardzo różnorodna, a zarazem bardzo spójna. Ma jeden wspólny mianownik. Każda piosenka przepełniona jest emocjami. Płyta jest prawdziwa i szczera. Zależało mi na tym, by płyta nie zawierała piosenek o czymś, czego nigdy nie przeżyłem. Mimo, że nie wszystkie utwory udało mi się napisać, śmiało mogę powiedzieć, że płyta w 100% prezentuje moją osobę. Jest spójna z tym, co czułem w momencie, gdy ją tworzyliśmy.  Starannie dobierałem osoby, które pomagały mi przełożyć to, co czuję na tekst piosenki. Osobą, dzięki której udało mi się to zrealizować jest Karolina Kozak.  

Grzegorz Hyży okładka płyty

Twoja trasa koncertowa jest mocno rozbudowana, koncertujesz po całej Polsce. Jakie korzyści czerpiesz z przebywania na scenie?

 Myślę, że taką korzyścią jest moment, gdy śpiewam na scenie i przenoszę się w inny świat. Nie da się tego opisać słowami. Towarzyszą mi wtedy emocje, które pochłaniają całe moje wnętrze i zabierają mnie w inny wymiar. Na scenie dzielę się radością z przebywania na scenie z publicznością.  Dodatkowo wysyłam publiczności energię i odbieram ją od niej ze zdwojoną siłą. Dodaje mi to sił do tworzenia nowych utworów.

 Twoje utwory „Na chwilę” czy „Wstaję” pojawiają się w największych stacjach radiowych. Co czujesz, gdy słyszysz swój utwór w radiu?

 Na początku było to bardzo wzruszające. Kawałki z mojej pierwszej płyty, które puszczane są w największych rozgłośniach radiowych to dla mnie nowe doświadczenia. Teraz reaguję na moje utwory z uśmiechem na twarzy, bo faktycznie wszędzie można je usłyszeć. Znajomi śmieją się, że za niedługo wyjdę im spod łóżka i zaśpiewam „Na chwilę” :)

 Gratuluję 3 nominacji do nagród Eska Music Awards. Czy przywiązujesz wagę do takich nagród?

Oczywiście, że tak! Przywiązuję wagę do każdego tego typu plebiscytu czy nominacji. Przyznam się, że emocjonuję się nawet, gdy słucham listy przebojów. Czekam i rozmyślam, które miejsce zajęła moje piosenka. Jak mocno fani postarali się tym razem. Na które miejsce udało im się wznieść mój numer. 3 nominacje do Eska Music Awards to dla mnie ogromne osiągnięcie, zważywszy, że to mój debiut na rynku muzycznym. Cieszę się, że mój album już teraz został doceniony i wyróżniony!

<Przypis> 22 sierpnia br. odbyło się wręczenie nagród Eska Music Awards 2014. Grzegorz Hyży zdobył nagrodę w kategorii „Najlepszy Debiut Radiowy”. Gratuluję! :)

Grzegorz Hyży Eska Music Awards źródło oficjalny profil Grzegorza na facebooku

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Klaudia Ceglarz

DSCF7872 - Kopia

Grzegorz Hyży Z całych sił

Grzegorz Hyży koncert

 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

ESKAlator cz. I – Marta Bijan

Zawsze byłam do tyłu :)

 Młoda piosenkarka, autorka tekstów i kompozytorka. Rozpoczęła swoją działalność muzyczną wrzucając swoje autorskie piosenki na kanał You Tube. Jej utwory „Ciemno” oraz „Milcząc” mają już ponad milion wyświetleń. Finalistka czwartej edycji programu „X-factor”. Z Martą Bijan udało mi się porozmawiać podczas jej koncertu w ramach imprezy ESKAlator 214. Dowiecie się, jaka była w dzieciństwie, jak udało jej się pogodzić szkołę z programem „X-factor”. Odkryjemy kulisy współpracy z Ewą Farną oraz Crisem Cabem podczas finału programu.

 Marta Bijan 3

Masz 18 lat. Czy jesteś pokoleniem, które wychowało się na takich hitach nastolatków jak „High School Musical” czy „Hannah Montana”?

Po raz pierwszy „High School Musical” obejrzałam całkiem niedawno. Nie podobają mi się przesłodzone musicale, ale dla dzieci i młodzieży film był trafiony. W „High School Musical” podobały mi się jedynie piosenki i Zac Efron :) Moim ulubionym musicalem są „Nędznicy” – to musical na poziomie!

Co do Miley Cyrus to wolę ją w obecnej, nieco kontrowersyjnej wersji. Lubię jej słuchać w ostrzejszym klimacie, gdy wzbudza emocje wśród ludzi.

 Co w dzieciństwie sprawiało Ci największą frajdę? Śpiewanie, zbieranie karteczek, zabawa barbie? :)

Ja zawsze byłam do tyłu :) Karteczki zaczęłam zbierać, gdy już przestały być modne :)

 To będzie tytuł wywiadu z Tobą „Zawsze byłam do tyłu :)”

 Haha, ale taka prawda! :) Mama nigdy nie pozwalała mi na rzeczy, które robią wszyscy i przez to zawsze byłam do tyłu :) Teraz to doceniam i nawet specjalnie robię wszystko na odwrót. Gdy coś jest modne to specjalnie kupuję coś innego.

Dzięki temu jesteś oryginalna.

Nie wiem czy mi to wychodzi, ale staram się!

W dzieciństwie byłam dziwna, potrafiłam zamknąć się w pokoju i nie wychodzić z niego cały dzień. Nie potrzebowałam towarzystwa koleżanek. Zawsze mówiłam mamie, że nigdy się ze sobą nie nudzę :) Sama rysowałam, bawiłam się lalkami, pisałam teksty. Myślę, że były to wcześniejsze przejawy kreatywności i artystycznego ducha.

Dzisiaj muszę przyznać, że za tym tęsknię. W dobie Internetu ciężko mi być samą ze sobą, sama ze swoimi myślami. Denerwuje mnie to, że nie potrafię być taka jak kiedyś – bez telefonu czy innych elektronicznych gadżetów w ręce.

 3 przystojniaków wg Marty Bijan….

 Moim ideałem jest Tom Felton, który grał Dracona Malfoya w „Harrym Potterze”. Uwielbiam go! Gustuję w blondynach z jasnymi oczami. Podoba mi się Jakub Gierszał, ale w takich filmach jak „Wszystko, co kocham” czy „Yuma”, bo występował w nich, jako blondyn :) A żeby zamknąć moją „Top 3” powiem – Maciej Musiał.

Tom Felton

Jakub GierszałMaciej Musiał

Szkolna lektura, którą udało Ci się przeczytać to….?

Przeczytałam wszystkie lektury! Moją ulubioną książką, ku zaskoczeniu polonistek są „Krzyżacy”. Przeczytałam ją w ciągu kilku dni, a jest dość gruba. Książki to moje życie. Podobały mi się także „Cierpienia młodego Wertera”. Moimi ulubionymi epokami są romantyzm i Młoda Polska.

Jak udało Ci się pogodzić program „X-factor” ze szkołą? Było łatwo?

Nie, nie było łatwo. Przez to mam za sobą zmianę szkoły.  Nawet nie z powodu braku czasu związaną z udziałem w programie, ale z powodu zmiany profilu. Byłam na profilu biologiczno-chemicznym, zechciało mi się pójść na studia medyczne :)

 Skądś to znam. W liceum profil biol-chem a teraz coś zupełnie innego :)

To dokładnie ta sama sytuacja. Przed wyborem szkoły średniej zdecydowałam, że będę lekarzem. Strasznie mnie ta dziedzina fascynowała. Oglądałam oczywiście z wielkim zainteresowaniem „Chirurgów” :) Wybrałam profil biol-chem, mimo że od zawsze byłam humanistką i miałam duszę artystki. Męczyłam się ucząc się rzeczy, które nie do końca mnie interesowały.

 Potem przyszedł czas na program „X-factor”. Brak czasu spowodował, że opuściłam cały 2 semestr w szkole. Wtedy wraz z mamą podjęłam decyzję, że zmiana szkoły będzie dobrym rozwiązaniem. Uczęszczam teraz na profil politologiczny. Zaległości powoli nadrabiam. Ten rok chciałabym poświecić na naukę do matury. Nie wiem jak uda mi się to połączyć z muzyką, ale będę nad tym pracować. Nie chciałabym zmarnować moich 5 minut, które otrzymałam po programie „X-factor”.

Jakie cechy charakteru, umiejętności udało Ci się nabyć w programie „X-Factor”?

Może tego nie widać, bo wszyscy twierdzą, że jestem wiecznie smutna, ale nauczyłam się większej radości z życia. Zawsze byłam i będę melancholijną osobą, ale po „X-factorze” potrafię cieszyć się wszystkim bardziej. Przygoda związana z programem pozwoliła mi nawiązać przyjaźnie, które na pewno przetrwają na dłużej. Nabrałam większej pewności siebie, choć wciąż nad tym pracuję.

 Na castingu do „X-factora” stojąc na scenie miałam wrażenie, że między mną a jurorami i widownią jest gruba szyba i jestem od nich odcięta. Nie potraficie sobie wyobrazić, co wtedy na scenie działo się w mojej głowie.

Marta Bijan X-factor casting

Pierwszy raz występowałaś przed tak dużą publicznością?

Nie, ale castingowy występ nastąpił po długiej przerwie w śpiewaniu. Miałam kryzys, zarówno twórczy jak i osobowy. Casting do „X-factora” był największym przełomem w moim życiu!

Tak jak wspomniałaś, większość ludzi postrzega Cię, jako nastolatkę z depresją. Czy muzyka jest dla Ciebie takim „lekiem na całe zło”?

 Tworzę muzykę dołującą i przyznam, że czasami jeszcze bardziej mnie samą dołuje :)  Wielkim wsparciem są dla mnie fani. Chce być dla nich wzorem, który swoim życiem ukazuje, że trzeba być silnym. Chciałabym im przekazać, że nawet po największym bagnie, w jakie się w człowiek wpakuje w życiu można wyjść na prostą i zrealizować swoje marzenia.

Marta Bijan 2

Marta Bijan z fanami

 Na bootcampie zaśpiewałaś piosenkę swojej mentorki Ewy Farnej „Znak”. Czy trudno było zmierzyć z jej piosenką?

 Na bootcampie każdy uczestnik dostał od produkcji 2 piosenki do nauczenia na noc.  Wybrano dla mnie „Wake me up” i „Znak”. W pierwszej chwili wybrałam utwór Avicii, ale tekst piosenki nie wchodził mi do głowy. W ostatniej chwili zmieniłam decyzję i wybrałam piosenkę Ewy Farnej.

To było bardzo ryzykowne z mojej strony – śpiewać przed piosenkarką jej własny hit. Bałam się, że zapomnę tekstu, nie zaśpiewam w odpowiedniej tonacji.  Na scenie niespodziewanie dostałam dawkę pozytywnej energii. Bootcamp to jedyny odcinek, w którym się uśmiechałam :) wzbudził we mnie najwięcej pozytywnych emocji. Poznałam świetnych ludzi, czułam się swobodnie w piosence Ewy.

 Program „X-factor” dobiegł końca. Czy po programie masz jakiś kontakt ze swoją mentorką, Ewą Farną?

 Ostatnio pojawiłam się na Oficjalnym Zlocie Fanów Ewy. Wystąpiłam tam z dziewczynami z mojej drużyny: Magdaleną Bal, Darią Zawiałow oraz Kacprem Gołdą. Od czasu do czasu Ewa przysyła mi wiadomości „Co słychać?” :) To świetna dziewczyna, zachowuje się jak zwyczajna osoba. W programie mocno zżyłam się z Ewą niestety, gdy dziewczyny z mojej drużyny odpadły, bo wtedy Ewa miała więcej czasu, bo zostałyśmy same.

Marta Bijan w grupie Ewy Farnej

Marta Bijan ze swoją mentorką Ewą Farną

 W finale „X-factora” zaśpiewałaś w duecie z Crisem Cabem. Jak przebiegła wasza współpraca? Mieliście czas na rozmowę?

Gdy dowiedziałam się, jakie gwiazdy przyjadą na finał programu zamarzyło mi się zaśpiewanie w duecie z Jessie Ware. Wybrano dla mnie jednak Crisa Caba.  Z perspektywy czasu, cieszę się, że z nim zaśpiewałam, pomimo, że piosenka „Liar, Liar” nie do końca pasowała do mojego głosu. Przynajmniej zmierzyłam się z muzycznym wyzwaniem na koniec programu.

 Muszę przyznać, że nie miałam pojęcia, kim jest Cris. Znałam jego hit, ale nie wiedziałam jak  wygląda. Gdy przyjechał do programu, przyznaję, że spodobał mi się z wyglądu :) Wtedy nastąpiły małe problemy. Z angielskiego jestem całkiem dobra, ale gdy przyjdzie stres i podekscytowanie jest gorzej :) Cris na próbie wygłaszał do mnie długie monologi a ja odpowiadałam tylko „me too”, „me too” :)

Na próbie produkcja dawała nam wskazówki, by pojawiła się między nami na scenie interakcja, ale Cris chyba się mnie bał :)

 Gdy Cris wyjechał, program się skończył a ja zaczęłam obserwować go na Instagramie doszłam do wniosku, że jest uroczy i słodki. Dlaczego ja sobie z nim nawet zdjęcia nie zrobiłam? Dlaczego? J Mam tylko screeny z naszego wspólnego występu i oczywiście wspomnienia. W sumie zawsze coś!

Marta Bijan Cris Cab

Marta Bijan Cris Cab finał

 Kiedy możemy się spodziewać teledysku do jakiegoś twojego utworu?

Teledysk pojawi się wkrótce, myślę, że jesienią. Sama czekam na niego z niecierpliwością  :)

 Marta Bijan X-factor

DSCF7876

Marta Bijan Sosnowiec ESKAlator

Dziękuję za rozmowę!

 

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Aktorzy cz. I – Aneta Zając

Chciałabym zagrać „dziewczynę z blizną”

Absolwentka łódzkiej Filmówki, zwyciężczyni XIV edycji programu „Dancing with the Stars: Taniec z gwiazdami”, Marysia Radosz z serialu „Pierwsza miłość”.Aneta Zając wyjaśniła mi, w jaki sposób zdobyła główną rolę w serialu „Pierwsza miłość”, opisała Marysię Radosz własnymi oczyma, opowiedziała o programie „Taniec z Gwiazdami” a także zdradziła nam swoje zawodowe marzenia.

Marysia Radosz3

Jak udało Ci się dostać rolę w serialu „Pierwsza miłość”?

Byłam wtedy studentka trzeciego roku łódzkiej Filmówki. Podczas letniej sesji dowiedziałam się o castingach we Wrocławiu i zdecydowałam się pojechać.  Nie liczyłam na wiele, dlatego gdy po kilku dniach podczas śniadania zadzwonił telefon zaniemówiłam. Wiadomość o tym, że zagram Marysię tak mnie ucieszyła, że do końca dnia z euforii nie mogłam nic zjeść. To wspaniałe wspomnienie początku przygody, która trwa i mam nadzieję trwać będzie jak najdłużej.

Jaka jest według Ciebie Marysia z serialu „Pierwsza miłość”?

Marysię poznałam jako 19-letnią studentkę. W ciągu dziesięciu lat moja bohaterka przeszła emocjonalną transformację. Przeżywała miłości, doznawała zawodów, uczyła się siebie. Poznała też gorzki smak zdrady. Od tamtego momentu ma problem z zaufaniem i kochaniem. Na szczęście w serialu tak jak w życiu, fortuna kołem się toczy i nowe odcinki przyniosą  mojej bohaterce dużą dawkę fascynujących doznań.

Marysia Radosz1        Marysia Radosz2

Od ponad 10 lat grasz w serialu „Pierwsza miłość”. Zastanawiam się, czego przez ten czas nauczyłaś się na planie serialu?

Przede wszystkim dojrzałam. Jako kobieta i jako aktorka. Nie bujam już na co dzień w obłokach, stąpam twardo po ziemi. Umiem też cieszyć się z małych rzeczy, optymistycznie patrzę na otaczający mnie świat. To przekłada się na moją grę aktorską. Poza tym gra w serialu uczy konsekwencji, punktualności, planowania. Wykorzystuję te umiejętności na co dzień.

Ile czasu dziennie spędzasz na planie? Jaki był rekordowy czas kręcenia jednej sceny?

Najdłużej kręci się sceny z wątkiem sensacyjnym, do których wykorzystywani są kaskaderzy. Można wówczas spędzić na planie nawet 12 godzin. Są takie dni, kiedy praca idzie gładko, kręcimy w jednym miejscu i wówczas po 2 godzinach mogę powiedzieć, że zakończyłam dzień zdjęciowy. Tak naprawdę każdy dzień na planie jest inny i trudno uśrednić czas pracy.

Jaka była najtrudniejsza scena, jaką kiedykolwiek musiałaś zagrać w serialu?

Chyba te, które obecnie nagrywamy. Mamy tu wątek sensacyjny wręcz mafijny, w którym występują obcojęzyczni aktorzy. Marysia boi się o swoje życie. Trudność polega na tym, że muszę grać złość, strach i wrogość wobec osób, które prywatnie bardzo polubiłam.

Pierwsza miłość Pierwsza miłość2

Gdybyś nie grała Marysi, jaką postać z serialu chciałabyś zagrać? :)

Znasz serial „Przyjaciele”? Marzy mi się właśnie udział w takiej produkcji osadzonej w polskich realiach. Chciałabym spróbować zagrać w komedii.

przyjaciele Przyjaciele serial

Ukończyłaś studia aktorskie na w PWSFTviT w Łodzi. Mogłaś szlifować tam swój talent aktorski. Zastanawiam się czy szkoła w jakiś sposób przygotowała Cię do udziału w życiu showbiznesu, którego ten zawód jest częścią?

Myślę, że studia aktorskie nie uczą tego jak przetrwać w showbiznesie. Polegają raczej na szlifowaniu talentów, dlatego każde zajęcia, wykłady i warsztaty wspominam bardzo miło.  Przyznam, że czasami było trudno, ale tego się nie pamięta. Te studia są takim kokonem, w którym czuliśmy się bezpiecznie. Wykładowcy nas ostrzegali, że później w życiu, już może nie być tak łatwo, ale my w to nie wierzyliśmy. Sądzę, że aktor w wieku 20-24 lat czuje się uskrzydlony i w marzeniach widzi siebie spełnionego w zawodzie poprzez wymarzone role, chce jak najprędzej zaistnieć na małym, dużym ekranie lub w teatrze.

Nie sposób nie pogratulować Ci pierwszego miejsca w programie „Taniec z Gwiazdami”. Gratuluję!

Dziękuje bardzo! :)

  W programie z każdym tańcem pokazywałaś się widzom z innej strony. Zastanawiam się, który taniec był dla Ciebie największym wyzwaniem, a który przyniósł Ci największą radość?

Największą radość sprawił mi oczywiście freestyle. Oboje ze Stefano chcieliśmy dotrzeć do finału i zatańczyć do piosenki „Say something”. Wygrana w programie nie była celem w samym sobie, ale oczywiście euforia po ogłoszeniu wyników była ogromna. Natomiast wielkim wyzwaniem był dla mnie każdy taniec standardowy, a największą radość z tańca miałam podczas odcinka, w którym zaprezentowaliśmy rumbę do piosenki „Hallo” i otrzymaliśmy pierwsze cztery 10.

aneta-zajac-i-stefano-terrazzino Taniec_Gwiazdami Jury

Czy oglądałaś wcześniejsze edycje „Tańca z Gwiazdami”?

Oglądałam, ale wtedy nie wiedziałam tyle o poszczególnych tańcach, co dziś. Jak zapowiadano rumbę, to patrzyłam z ciekawością, ale gdyby para zatańczyła sambę czy inny podobny taniec, nie wiedziałabym, że coś jest nie tak. Dziś jestem bardziej świadoma czym jeden taniec różni się od drugiego i co w każdym z nich jest najważniejsze.

Czym był dla Ciebie udział w  „Tańcu z Gwiazdami”?

Piękną przygodą, która w moim życiu zawsze będzie bardzo ważna. Ten program tworzą ludzie i to oni sprawili, że było mi tam bardzo dobrze.

W 838 odcinku serialu „Pierwsza miłość” Twoja bohaterka wypowiedziała takie słowa: „Marzenia nie powinny być rozsądne”. Czy zdradziłabyś nam swoje największe zawodowe marzenia?

Trochę się z nią nie zgadzam, bo moje marzenia traktuję inaczej. Uwielbiam jak marzenia się spełniają, więc marzę „rozsądnie”, aby potem się cieszyć. Z drugiej strony mam ochotę na odrobinę szaleństwa i chciałabym marzyć „nierozsądnie” jak moja bohaterka. Do tej pory nie marzyłam też „zawodowo”. Ale chyba będę dziś szalona :) i powiem, że marzę o aktorskim spełnieniu, wcieleniu się w wiele ciekawych postaci, pokazaniu różnych charakterów. Marzę, by dla odmiany zagrać kogoś, kto nie do końca musi być lubiany albo rozumiany. Jakąś „dziewczynę z blizną” i to w komedii :)

Dziękuję za rozmowę!

Aneta Zając sopot festiwal

Taniec z Gwiazdami Aneta i Stefano

Aneta Zając pokaz mody

 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz